Radni znów nie przyszli na sesję nadzwyczajną. Konflikt z wójtem coraz ostrzejszy
Wójt chciał zwołania kolejnej nadzwyczajnej sesji, ale radni po raz drugi w ciągu zaledwie kilku dni nie stawili się w liczbie pozwalającej na rozpoczęcie obrad. W czwartek, 30 lipca, do Domu Ogrodnika przyszło tylko sześciu z piętnastu radnych. Dziewięcioro było nieobecnych. Nie pomogło nawet dodatkowe 15 minut czekania. Sesji nie udało się otworzyć, a konflikt na linii część rady – wójt Jarosław Chodorski jest coraz mocniej widoczny.
Zaledwie trzy dni wcześniej sytuacja była niemal identyczna. W poniedziałek, 27 lipca, na nadzwyczajną sesję przyszło siedmiu radnych. Zabrakło kworum, więc obrady się nie odbyły. Wójt zapowiedział wtedy, że będzie kolejna próba zorganizowania sesji. I była… Tyle że tym razem na sali pojawiło się jeszcze mniej radnych.
Na czwartkowym posiedzeniu byli obecni: Radomir Czauderna, Joanna Doktor, Andrzej Dybowski, Dorota Kobus, Bogumiła Majewska i Wojciech Nowosiński, czyli polityczne zaplecze obecnego wójta.
Nie przyszli: Agnieszka Borkowska, Paweł Krajewski, Wioleta Mądrawska, Sylwester Machnio, Witold Modzelewski, Anna Murawska-Furmanek, Tomasz Rybałko, Marek Sarnowski i Rafał Wodzyński.
Wiceprzewodniczący rady Wojciech Nowosiński nie chciał od razu kończyć spotkania. Zaproponował „kwadrans akademicki”, bo być może ktoś był jeszcze w drodze. – Pewnie jak widać, nie mamy odpowiedniej liczby uczestników, czyli nie mamy kworum, w związku z czym nie mogę otworzyć sesji – powiedział Wojciech Nowosiński.
Radni i urzędnicy czekali około 15 minut.
Druga próba i drugie fiasko
Po przerwie sytuacja się nie zmieniła. Na sali nadal było tylko sześciu radnych. – Nie otwieram posiedzenia Rady Gminy. Bardzo dziękuję wszystkim państwu, którzy przybyli na to posiedzenie – poinformował Wojciech Nowosiński.
Tym samym kolejna próba zwołania nadzwyczajnej sesji zakończyła się fiaskiem. Do mieszkańców zwróciła się jeszcze wiceprzewodnicząca Joanna Doktor. – Chciałabym bardzo serdecznie podziękować mieszkańcom, którzy po raz kolejny przybyli, poświęcając swój czas i uwagę na dzisiejsze spotkanie. Jak sami państwo widzicie, my jesteśmy. Dziękujemy – powiedziała.
Słowa „my jesteśmy”, jak łatwo domyśleć się, mogły być przytykiem w kierunku nieobecnych radnych.
To już otwarty konflikt?
Po poniedziałkowej sesji pisaliśmy, że nieobecność części radnych najprawdopodobniej nie była dziełem przypadku. Z naszych nieoficjalnych informacji wynikało, że był to świadomy sygnał sprzeciwu wobec sposobu, w jaki w ostatnim czasie zwoływane są kolejne nadzwyczajne posiedzenia rady.
Część radnych ma mieć coraz mniej zaufania do działań wójta. Chodzi przede wszystkim o ekspresowe tempo zwoływania kolejnych sesji oraz obawę, że przy niepełnym składzie rady mogą zostać przegłosowane uchwały, które przy obecności całej opozycji nie uzyskałyby większości.
Jeden z opozycyjnych radnych mówił nam po poprzedniej nieudanej sesji wprost. – Te sprawy czekały 10-11 lat, a teraz dostajemy kilka dni na przygotowanie się do kolejnej sesji. Jest okres wakacyjny, część radnych ma wcześniej zaplanowane wyjazdy albo może mieć problem ze zwolnieniem się z pracy. Gdybyśmy przyszli w niepełnym składzie, moglibyśmy po prostu przegrać głosowanie – wyjaśniał. – Wygląda to tak, jakby sesje były zwoływane do skutku, aż w końcu wójtowi uda się trafić na termin, kiedy nie będzie jednego, dwóch, trzech radnych… – dodał.
Cztery nadzwyczajne sesje w miesiąc
Czwartkowe obrady miały być już czwartą nadzwyczajną sesją w ciągu miesiąca. Jak pisaliśmy wcześniej, w poprzednich latach wakacyjne sesje nadzwyczajne należały do rzadkości. Tym razem radni są wzywani do Domu Ogrodnika raz za razem.
Źródeł obecnego konfliktu wójta z radnymi można szukać m.in. w wydarzeniach z ostatnich tygodni. Pod koniec czerwca rada negatywnie oceniła projekt zmiany części studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Zmiany mogły otworzyć drogę do budowy w Jabłonnie nawet około tysiąca nowych mieszkań. Później doszło do kolejnego starcia. Radni nie zgodzili się na udzielenie GPK EKO Jabłonna pożyczki w wysokości 1,5 mln zł. W obu przypadkach opozycyjni radni przyszli na sesje w komplecie i propozycje przedstawione przez wójta nie uzyskały wymaganej większości.
Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Kiedy kolejne nadzwyczajne sesje zwoływane są w środku wakacji, część radnych decyduje się nie przychodzić. Może to być sposób na niedopuszczenie do głosowań w sytuacji, gdy opozycja nie może pojawić się w pełnym składzie, a wójt chciałby przepchnąć kontrowersyjne uchwały.
Polityczny klincz w Jabłonnie
Na zakończenie czwartkowego spotkania Wojciech Nowosiński powiedział: – Do zobaczenia. Mam nadzieję, że już w normalnych warunkach, kiedy będziemy mogli sesję prowadzić – mówił.
Tylko czy nastąpi to podczas kolejnej sesji nadzwyczajnej czy w trakcie już wcześniej zaplanowanych obrad? Przekonamy się niebawem.
Fot. eSesja / Urząd Gminy Jabłonna

