Radny proponuje oszczędności na starszych ludziach. „Ile kosztuje człowiek?”

Radny z Dąbrowy Chotomowskiej zabrał głos w sprawie osób umieszczanych w domach pomocy społecznej. Podczas sesji Rady Gminy Radomir Czauderna nie opisywał jednak chorób, samotności ani tego, jak wygląda codzienność ludzi, którzy trafiają do DPS-ów. Skupił się na liczbach, opłatach, „obronie finansów gminy” i sugerowaniu, że starsze, schorowane osoby są „problemem”. Przekaz był prosty – Gmina Jabłonna wydaje na za dużo i trzeba zacząć na nich oszczędzać.

– Chciałem przybliżyć temat, „problem”, który był omawiany na ostatniej Komisji Spraw Społecznych. Mianowicie chodzi o dopłaty dla osób, które są umieszczane przez Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w domach pomocy społecznejRadomir Czauderna rozpoczął swoje wystąpienie podczas listopadowej sesji.

Domy pomocy społecznej to placówki oferujące całodobową opiekę osobom, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować – ludziom starszym, schorowanym, często samotnym, nierzadko pozbawionym jakiegokolwiek wsparcia rodziny. Dla wielu z nich to ostatni dom w życiu.

Ile kosztuje pobyt w DPS-ie?

Radny Czauderna przywołał przykład DPS „Kombatant” w Legionowie, wskazując na rosnące koszty utrzymania jednego mieszkańca. – W 2003 roku koszt mieszkańca w „Kombatancie” wynosił 6153 zł. Tak już w tym roku 7800 zł – mówił radny.

Dla porządku warto dopowiedzieć, co dokładnie kryje się za tą kwotą. Odpłatność za pobyt w DPS „Kombatant” w Legionowie wynosi obecnie 7800 zł miesięcznie. Jest to średni miesięczny koszt pobytu ustalony na rok 2025 przez starostę Powiatu Legionowskiego. Mieszkaniec domu pomocy społecznej przeznacza na ten cel 70 proc. swojej emerytury. Te pieniądze – przekazywane przez ZUS lub bezpośrednio przez mieszkańca – trafiają na konto placówki. Do dyspozycji seniora pozostaje 30 proc. świadczenia. To z tych środków musi pokryć wszystko, co nie mieści się w podstawowych ramach opieki: drobne potrzeby, środki higieniczne, ubrania, leki nierefundowane, czasem zwykłą kawę czy gazetę.

Często jednak zdarza się, że 70 proc. emerytury nie pokrywa kosztu pobytu seniora w DPS-ie. Wtedy muszą zapłacić inni. Najpierw małżonek, potem dzieci, ewentualnie osoba daleko spokrewniona lub obca, jeżeli wyrazi taką ochotę. Jeśli ich nie ma lub nie są w stanie zapłacić – obowiązek spada na gminę, z której dana osoba została skierowana do DPS-u.

Radny szuka oszczędności

Radomir Czauderna przyznał na sesji, że podopieczni DPS-ów mają niewielkie emerytury, ale… mimo to zaproponował, żeby gmina rozpoczęła działania zmierzające do oszczędności na seniorach. – Złożyliśmy wniosek na ostatniej Komisji Spraw Społecznych do pana wójta gm. Jabłonna o przygotowanie projektu uchwały zmieniającej przepisy dotyczące wysokości opłat za osoby umieszczane w domach pomocy społecznej – poinformował radny.

Radny mówił o „obronie finansów”, o rosnących kosztach, o innych gminach, które zmagają się z tym samym „problemem”. Padały kolejne wyliczenia partycypacji: 4300 zł, 5700 zł, 6900 zł, 6880 zł. W tej narracji człowiek stał się pozycją w tabeli. – Na tę chwilę mamy niewielu takich mieszkańców. Na szczęście ośmiu, dziewiąta osoba jest planowana – kontynuował.

GOPS dba o seniorów, dopóki może

Radny podkreślał przy tym rolę Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, mówiąc o usługach sąsiedzkich i pomocy środowiskowej, które mają zapobiegać konieczności kierowania osób do DPS-ów. To działania potrzebne i często bardzo wartościowe. – Działamy wcześniej też, żeby oszczędzić pieniądze w tym zakresie – mówił Radomir Czauderna.

DPS to często ostatni etap życia

Dom pomocy społecznej nie jest luksusem. Nie jest fanaberią ani „problemem finansowym”. Jest koniecznością, kiedy zawodzi zdrowie, gdy kończą się siły, a rodziny po prostu nie ma. Pytanie, które po tej sesji pozostaje, nie dotyczy tylko budżetu gminy. Dotyczy tego, czy w publicznej debacie o pieniądzach jest jeszcze miejsce na człowieka – nie jako koszt, nie jako obciążenie, ale jako osobę, która zasługuje na godność aż do końca.

Fot. własne/pixabay